Jak stałam się nauczycielką Suzuki?

Edukację muzyczną rozpoczęłam w Państwowej Szkole Muzycznej, a zakończyłam otrzymaniem dyplomu magisterskiego na Akademii Muzycznej na wydziale instrumentalnym. Podążałam utartą ścieżką edukacji, znaną większości muzykom w kraju.

Jako dziecko słyszałam o metodzie Suzuki i w głębi duszy trochę zazdrościłam dzieciom uczącym się w tym nurcie. Słyszałam, że grają na skrzypcach ze słuchu, czerpią z gry radość, a przede wszystkim nie stresują się występami. Będąc w szkole zaczęłam się uczyć nut niemal od razu, co trochę ograniczyło moją swobodę gry i wrażliwość na ładny dźwięk, a pierwszy występ publiczny nastąpił po roku i był to egzamin przed komisją. Na szczęście w późniejszych latach czerpałam wiele radości z grania zaawansowanych utworów, grania kameralnego, czy orkiestrowego, wspólnych wyjazdów, czy konkursów.

Kilka lat po ukończeniu studiów, kiedy miałam już doświadczenie pracy jako nauczyciel w państwowej szkole muzycznej i paru szkołach prywatnych, została mi przydzielona do nauki gry na skrzypcach 4-letnia dziewczynka.

Na studiach wyższych intensywnie rozwijaliśmy technikę gry i muzykalność, ale aspekt pedagogiczny był tam jedynie małym dodatkiem. W związku z tym, tak jak w przypadku uczenia dzieci w wieku szkolnym mogłam oprzeć się na własnych doświadczeniach, tak tu nie miałam narzędzi potrzebnych do nauki tak małego dziecka.

Wtedy przypomniałam sobie o metodzie Suzuki.

Udałam się na obserwację lekcji do jednej ze szkół, w której uczy się tą metodą. Zobaczyłam tam dziecko, które w wieku przedszkolnym grało już naprawdę długi utwór zawierający do tego kilka wyzwań technicznych. Uczennica grała przyjemnym dźwiękiem i dobrą intonacją (czyli trafiała w dźwięki).

Było to dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Gdyby to dziecko podążało standardowym torem nauczania, pierwszy raz dotknęłoby skrzypiec dopiero za kilka lat, a kilka następnych skupiałoby się na nauce nut i „biegłości”, zapominając o ładnym dźwięku, dobrej postawie i słuchaniu samego siebie, a jedynym doświadczeniem scenicznym byłby stresujący „popis klasowy” raz do roku lub jeszcze bardziej stresujące egzaminy na koniec semestru.

W szkole Suzuki, czterolatki wychodzą na scenę bardzo często na najróżniejszych koncertach lub grają dla siebie nawzajem na zajęciach grupowych raz w tygodniu.

Od tego momentu, a było to cztery lata temu, mam szczęście uczyć tylko w tej metodzie. Jako nauczyciel Suzuki biorę udział kilkuletnich kursach, które polegają na intensywnym omawianiu nawet najmniejszych aspektów związanych z graniem, dziećmi i nauczaniem ich. Za ukończenie każdego stopnia otrzymuje się międzynarodowy certyfikat. Obecnie kończę drugi stopień.

Regularnie jeżdżę na warsztaty oraz obserwuję zajęcia innych nauczycieli, aby móc czerpać nowe pomysły i inspiracje, co w nurcie Suzuki jest powszechną praktyką.

Niezwykle cieszę się, że w swoich poszukiwaniach natknęłam się na tę metodę i nie zamieniłabym tej pracy na żadną inną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *